czwartek, 23 marca 2017

Trzy rady - S.Dzikowski

Staremu człowiekowi śmierć już w oczy zaglądała. Z pościeli wstawać nie mógł, całymi dniami trwał w zapamiętaniu, jakby dusza zeń uchodziła. Nic go na świecie nie ciekawiło i nawet nie wypytywał jedynego syna o sprawy gospodarskie.
Dopiero pewnego dnia jakby z powrotem przytomność odzyskał, zawołał jedynaka i tak do niego przemówił:
— Słuchaj, synaczku, niedługo już śmierć mi oczy zamknie, a więc idź i zawołaj dwóch sąsiadów, bo chcę moją ostatnią wolę wypowiedzieć, abyś wiedział, jak masz się rządzić w dalszym twoim życiu.
Te słowa zdziwiły bardzo syna.
— Jakież, ojcze — spytał — chcesz czynić rozporządzenia? — Przecież tylko mnie jednego masz na świecie. Majątek, który posiadasz, mnie przypaść musi, więc po cóż wzywać świadków.
Ale ojciec obstawał przy swoim:
— Żądam dwóch świadków, a ty się mojej woli nie sprzeci­wiaj!
Młodzieniec, zdjęty ciekawością, przyprowadził czym rychlej dwóch sąsiadów, których starzec uprzejmie powitał i kazał im usiąść przy sobie. Po chwilowej pogwarce zaczął mówić z wolna, jakby po długim namyśle:
— Majątek, który mi Pan Bóg zebrać dozwolił, po śmierci mojej do ciebie należy. Teraz udzielam ci tylko ostatniego na­pomnienia, do którego masz się rzetelnie stosować. Zapamiętaj sobie dobrze: po pierwsze, przyjaciół za często nie odwiedzaj, po drugie, żywizny nikomu nie pożyczaj, po trzecie, żony w cudzej wsi nie szukaj. I to jest wszystko, co ci mam do powiedzenia na śmiertelnym łożu.
W kilka dni potem, kiedy koło południa mgła gęsto świat prze­słoniła, a wieczorem sowa wołać zaczęła, zmarło się starcowi. Syn wyprawił mu pogrzeb okazały, bo pieniędzy i majątku zostało co niemiara.
Ostatnie słowa ojca utkwiły mocno w pamięci młodego gospo­darza i ciągle nad tym rozmyślał, czy prawdą jest to, co stary gadał.
Niebawem zdarzyło się, że sąsiad najbliższy poprosił go o poży­czenie kobyły, aby mógł sobie zaorać kawałek pola. A kobyła ta była źrebna. Wyszedłszy w pole zobaczył, że sąsiad przy orce okładał kobyłę niemiłosiernie batem. Podszedł bliżej za krzakami i ujrzał w końcu, że kobyła, zmordowana nad miarę, padła na ziemię i oźrebiła się. Sąsiad schwycił źrebię i rzucił je w ciernie, a kobyle kazał dalej pług ciągnąć.
„Ojciec dobrze mi radził" — pomyślał gospodarz i wrócił do domu.
Na drugi dzień wybrał się do przyjaciół, których miał zamiar po raz trzeci odwiedzić. Dotychczas byli mu zawsze radzi, tym razem jednak nie zastał ich w domu. Przyjaciele poszli do kościo­ła, a w izbie bawiły się małe dzieci, które zobaczywszy go poczęły się chwalić, że matka przygotowała dużo dobrych rzeczy: kołacze, kluski, kiełbasę i dzban piwa. Na razie jednak wszystko schowane jest na piecu i pod ławą. Kiedy przyjaciele wrócili do domu, zaczęli się skarżyć, że w ostatnich czasach bardzo zbiednieli, tak zbiednieli, że nie mogli sobie nawet nic na święta przygotować.
I znowu przypomniała mu się przestroga ojca, aby przyjaciół za często nie odwiedzać. Pożegnał się z nimi, ale przedtem zapro­sił ich na wesele, które miało się odbyć już za kilka dni.
Wbrew przestrogom ojca znalazł sobie żonę w drugiej wsi. Na dzień przed ślubem postanowił zajść do niej jeszcze raz, żeby zobaczyć, czy wszystko zostało należycie przygotowane. U narze­czonej zastał młodego parobka, Piotra, który miał być pierwszym drużbą. Zabawili się długo, a że droga do domu była daleka, spy­tał narzeczoną, czy nie mógłby u niej zostać na noc. Bez wielkiej ochoty pościeliła mu na ławie, a sama poszła spać do komory.
Parobek gdzieś się stracił, ale kiedy już głucha noc nastała, skrzypnęły drzwi i dało się słyszeć ostrożne człapanie bosych nóg.
Młody gospodarz, który oka jeszcze nie zmrużył, domyślił się od razu, co w trawie piszczy.
Po chwili dał się słyszeć namiętny głos dziewczyny:
— Dziś, Piotrze, weselmy się za wszystkie czasy, bo to nasza ostatnia noc...
Kiedy zmęczeni usnęli, gospodarz wstał, podszedł cicho i wyciął kawałek sukna na skos z parobczanych spodni, a potem poszedł do domu.
Na drugi dzień zebrało się u niego dużo zaproszonych gości. Był i sąsiad, któremu pożyczył kobyłę, byli i jego przyjaciele, był i parobek Piotr. Mieli niebawem wszyscy wyruszyć do ko­ścioła, a muzykanci gotowali się już, aby zagrać weselnego mar­sza.
Ale pan młody zatrzymał rozochoconą gromadę, skoro miał im jeszcze coś bardzo ważnego do powiedzenia. Wszyscy mocno rozciekawieni słuchali z wielką uwagą słów jego.
— Stary mój ojciec — mówił — zostawił mi na łożu śmiertel­nym trzy rady. Po pierwsze, abym żywizny w cudze nie oddawał ręce. Tyś, miły sąsiedzie, pożyczył ode mnie źrebną kobyłę i biłeś ją przy orce tak mocno, że się oźrebiła na polu, a źrebię rzuciłeś w ciernie. W ten sposób wypełniła się pierwsza przestroga. Potem radził ojciec, abym za często nie odwiedzał przyjaciół. Kiedym przyszedł do was, mili przyjaciele, schowaliście przede mną kieł­basę, kołacze i piwo, a sami udaliście wielkich biedaków. Po raz drugi prawdę powiedział ojciec. Wreszcie przestrzegał mnie, abym żony w cudzej wsi nie szukał. I oto skorom wczoraj u ciebie, miła panno, nocował, leżałaś w łóżku z drużbą i chyba nie może być inaczej, tylko z nim musisz pójść do ołtarza.
A kiedy dziewczyna gorąco przeczyć zaczęła, młody gospodarz pokazał kawałek sukna wyciętego w nocy z parobczyńskich por­tek. Przystawały tak doskonale, że trudno było nie wierzyć.
— Jeżeli macie ochotę — rzekł jeszcze — to proszę, pijcie i jedzcie, a potem idźcie sobie stąd i zostawcie mnie samego, bo wesele się nie odbędzie.
Nikt jednak nie miał ochoty ani na zabawę, ani na poczęstunek. Wymykali się chyłkiem jedni za drugimi. W pustej chacie został sam jeden, młody i tak już doświadczony gospodarz...

1 komentarz:

  1. Dziękuję serdecznie i wyrażam wielki szacunek za podanie cudownych baśni St. Dzikowskiego (i wielu innych). Przywołują moje dzieciństwo, czas gdy je czytałem... Ach jak błogo! Przy okazji, polecam baśnie genialnego, młodo zmarłego Romana Zmorskiego, np. "Drwal i dyabeł", "Strach"(ze zbioru "Podania i baśni ludu"). Można za darmo ściągnąć z Polony. W "Ludzie" Kolberga jest wiele znakomitych baśni (i innych opowieści), np. w tomie "Krakowskie". Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń